Ostatnio czytane

czwartek, 22 listopada 2012

Bić czy nie bić..?



Z mojego dzieciństwa pamiętam, że głównym narzędziem wychowawczym w domach był piękny, mniej lub bardziej wysłużony, skórzany pas z metalową sprzączką. U sąsiadki, która miała dzieci sporo starsze ode mnie, wisiała na kuchennej klamce pyta, czyli kawałek patyka z rzemieniami. Bicie było najważnieszym argumentem podczas nieporozumień międzypokoleniowych, przy czym to ci starsi i silniejsi używali narzędzi wspomagających a nie słabsi. Rolą dzieci było nadstawianie pośladków na życzenie rodzica lub chowanie ich ze strachu przed bólem. Oczywiście generalizuję, wielu z moich rówieśników nie było nigdy bitych pasem, rodzice używali dłoni. Nie zawsze bicie oznaczało oklepywanie pupy, znam tych którzy często i gęsto dostawali po głowie czy mieli naciągane uszy. Z opowiadań starszych pokoleń natomiast słyszałam, że w latach powojennych osobami wymierzającymi kary cielesne bardzo często byli nauczyciele w szkołach czy księża na religii. Bicie w domach było niejako rytuałem wykonywanym przez głowę rodziny skórzanym pasem czy rzemieniem po powrocie do domu z pracy i wysłuchaniu drugiej połowy, czyli matki, ile się musiała naużerać z niedobrymi dziećmi przez cały dzień.


Wraz ze zmianą czasów, zmieniły się kary. Bolesne chłosty zastąpione zostały przez teoretycznie bardziej humanitarne metody. Klaps dany ręką pozostał nadal najbardziej przekonującym argumentem w relacjach rodziców z dziećmi, ale w dużej mierze kary fizyczne zostały zastąpione przez kary „psychologiczne”. Wśród tych najczęściej stosowanych przez rodziców kar jest zakaz oglądania bajek, zakaz jedzenia słodyczy, zakaz zabaw z rówieśnikami i siedzenie we własnym pokoju.

Czy kary są konieczne?

Z punktu widzenia rodzica, trudno sobie bez nich poradzić z dzieckiem. Im starsze dziecko, tym wachlarz kar musi być większy a kary bardziej wymyślne. Im większe „wykroczenie” dziecka tym kara powinna być dotkliwsza.

Z punktu widzenia pedagoga, kary są elementem wychowania, ale... muszą mieć sens i muszą być proporcjonalne do wieku dziecka. Czasy stawiania do kąta i klęczenia na grochu, mam nadzieję, bezpowrotnie minęły. Uderzenie dziecka do 3 lat powoduje u niego jedynie szok wywołany bólem czy uderzeniem, co mylnie przez rodziców może zostać interpretowane jako poddanie się woli rodzica i zrozumienie, że coś się źle zrobiło. Tak małe dziecko nie rozumie zachowania rodzica, ale boi się, że rodzic może to powtórzyć. Bicie wyzwala w dzieciach agresję. Tak jak rodzic wyżywa się na nich, one wyżywają się na swoich misiach a potem kolegach. Bijąc dzieci przy każdej okazji, dajemy im sygnał, że tak rozwiązuje się problemy.

Dlaczego rodzic bije?

Rodzice używający przemocy wobec własnych dzieci motywują swoje zachowanie dając za przyklad siebie: „byłem bity i wyrosłem na ludzi, więc mojemu dziecku też nic się nie stanie”. Chciałabym zapytać takich rodziców, czy kiedy byli dziećmi lubili być bici. Bo to, co czuli jako dzieci, teraz czują ich dzieci. Dorośli wykorzystując swoją przewagę nad dzieckiem, biją uwalniając się z frustracji, napięcia spowodowanego innymi problemami niż to, które sprawia dziecko. Bijący rodzic to rodzic ubogi emocjonalnie, nie potrafi nawiązać kontaktu z dzieckiem na płaszczyźnie człowiek-człowiek, to osoba, która musi sobie podporządkować dziecko, by czuć się pewnym siebie. To osoba, która wyładowując się fizycznie na bezbronnej istocie, czuje się spełniona, bo nie potrafi spełnić się w inny sposób.

Co może zastąpić bicie?

Jestem przeciwna długim i jałowym, do niczego nie prowadzącym dyskusjom z dzieckiem. Im mniejsze dziecko, tym krótsza i jaśniejsza powinna być informacja, którą mu przekazujemy. Karą za rozrzucenie zabawek w złości może być ich posprzątanie. Karą za uderzenie rodzica może być stwierdzenie rodzica, że jest mu bardzo przykro i pokazanie dziecku, że wywołuje to w rodzicu smutek. Zmuszanie do jedzenia posiłku można zastąpić wyrzuceniem z jadłospisu dziecka słodyczy. Oczywiście dziecku należy tłumaczyć dlaczego zostanie ukarane. Rzucanie na wiatr informacji: jak nie będziesz robił tego co chcę nie będziesz oglądał bajek przez tydzień – nie ma sensu. Nic dziecku nie powie takie zdanie, bo to my nie wytrzymamy bez włączania mu bajek przez tak długi okres. Lepiej wymierzać kary krótsze – typu dziś nie oglądasz bajek, bo zrobiłeś to czy tamto – i być konsekwentnym w ich przestrzeganiu. Dziecko bardzo szybko się uczy, co może a czego nie, z którym rodzicem łatwiej mu się dogadać, a który jest surowszy. Dlatego konsekwencja musi być ze strony obojga rodziców. Jeśli jedno mówi nie, to drugie z rodziców je popiera. Jeśli jedno bierze pod uwagę zmianę kary na mniej dotkliwą lub chce ją skrócić, to drugi z rodziców powinien się z tym zgodzić.

Jak poradzić sobie z krzyczeniem?

Czasem niektórzy rodzice nie chcąc bić - krzyczą. Im bardziej krzyczymy na dziecko tym mniej nas słucha. Im częściej krzyczymy tym częściej zaczyna krzyczeć dziecko. W pewnym momencie okazuje się, że nie potrafimy rozmawiać z własnymi dziećmi, bo nasza konwersacja polega na wzajemnym przekrzykiwaniu się. Z mojego wieloletniego doświadczenia wiem, że na dzieci lepiej działa cichy acz stanowczy głos niż słowotok wykrzyczany z nerwów. Ze słowotoku dziecko wyłapie zaledwie kilka słów i nic poza wykrzyczeniem się rodzic nie zyska, a dziecko jedynie się przestraszy. Jeśli zbyt często będziemy krzyczeć, dziecko się do tego po prostu przyzwyczai i przestanie reagować. Zanim zaczniemy się „drzeć” bez sensu, weźmy głęboki oddech i po prostu powiedzmy, co chcemy powiedzieć wolno i wyraźnie. Kiedy zauważacie, że dziecko zaczyna się denerwować i krzyczeć, powiedzcie mu, że nic nie zrozumieliście. Żeby wzięło głęboki oddech i powoli i wyraźnie zaczęło do Was mówić. To ćwiczenia, które wyjdą na dobre Waszym kontaktom z dziećmi. Nie wcinajcie się w wypowiedzi dzieci, pozwólcie wytłumaczyć problem od początku do końca, choćby miało to dziecku zająć kwadrans. Dziecko w ten sposób nabierze pewności siebie również w kontaktach z równieśnikami i innymi dorosłymi.

1 komentarz: