Ostatnio czytane

środa, 5 grudnia 2012

Potrzebna pomoc do dziecka! - rady dla opiekunek


Tak, jak trudno znaleźć opiekującym się dziećmi dobrego pracodawcę, tak samo trudno znaleźć rodzicom dobrą nianię. Zarówno jedni jak i drudzy napotykają na różne problemy i wcale nie łatwo jest im znaleźć osobę godną zaufania, z którą współpraca układałaby się fantastycznie.

Byłam po jednej i po drugiej stronie. Zanim zostałam mamą, pracowałam jako opiekunka do dzieci we Włoszech. Kilka lat później, kiedy urodziła się Niunia, a ja poszłam do pracy – szukałam opiekunki. Trudności we współpracy z rodzicami dzieci jak i w znalezieniu potem odpowiedniej osoby dla mojego dziecka było całe mnóstwo. Chciałabym się podzielić moimi rozważaniami na ten temat zarówno z osobami, które szukają tej niezwykle satysfakcjonującej pracy jak i z tymi, które obawiają się oddać dziecko w obce ręce. 

Kiedy jesteś opiekunką

Praca z dziećmi to bardzo odpowiedzialne zajęcie. Opiekujemy się cudzymi dziećmi, odpowiadamy za nie przez cały czas, kiedy są pod naszą opieką. Bywa, że nasza praca polega jedynie na odbieraniu dziecka z przedszkola i zaprowadzeniu dziecka do domu. Zdarza się, że kiedy dziecko jest starsze musimy mu pomóc w odrabianiu lekcji. Jednak dość często bywa tak, że spędzamy więcej czasu z dzieckiem niż jego rodzice. Często też nianie są obarczane dodatkowymi obowiązkami. Włoskie mamy chętnie każą im  gotować, prać i sprzątać. Opieka nad dzieckiem staje się wtedy drugorzędna, bo tak naprawdę jest niemożliwa, zwłaszcza, jeśli mamy do czynienia z małymi dziećmi.

Moja pierwsza praca w charakterze opiekunki do dziecka we Włoszech

 Zajmowałam się dzieckiem od 6 miesiąca jego życia. Przychodząc rano do pracy miałam pełen zlew brudnych naczyń do pozmywania (choć stała obok zmywarka nie mogłam jej używać), potem musiałam odkurzyć i umyć podłogi, wyprać ubranka dziecięce (ręcznie oczywiście), na koniec ugotować „papę” i naszykować dla jego tatusia obiad... Czas na zajmowanie się malcem był zredukowany do minimum. Niestety, dziecko rosło i potrzebowało więcej uwagi, a ja ciągle miałam dokładane zadania. Choć, dzięki temu, że musiałam robić zakupy byłam w stanie z dzieckiem wyjść też na spacer, inaczej musiałoby ciągle siedzieć w domu... Bywało więc, że miałam roczne już dziecko w wózku i dwie siatki z warzywami i owocami, makaronami i wodą, a potem musiałam to wszystko wnieść na górę na drugie piętro. Tak pewnie by to trwało, gdyby nie pewien mało przyjemny fakt.

Pewnego dnia mój podopieczny nauczył się chodzić. To był tak naprawdę jeden z pierwszych dni, kiedy dziecko puściło się i poszło samo na nóżkach... Tyle, że ja byłam odwrócona do niego tyłem -  stałam przy garnkach, gotując jego ojcu obiad. Nie zdążyłam dobiec do dziecka (kuchnia z salonem to było dość spore pomieszczenie) i grzmotnęło o podłogę, zahaczając główką o nogę pięknie skądinąd rzeźbionego drewnianego stołu...  Malec został zawieziony do szpitala, gdzie założono mu szwy. A ja na drugi dzień w pracy miałam pogadankę z rodzicami.
Efekt tego był taki, że matka dziecka wymyśliła,  żebym przywiązała dziecko do fotelika,  aby nie zrobiło sobie znowu krzywdy, gdyż oczywiście chciała, abym robiła wszystko to, czego jej się nie chciało, a ojciec (jedyny mądry w rodzinie) kazał mi się zajmować jedynie dzieckiem.

Z tą samą rodziną zdarzyło mi się niestety mieć również problemy z wypłacałnością. Na pierwszym spotkaniu z matką dziecka ustaliłam stawkę i formę płacenia na koniec miesiąca. Przepracowałam cały miesiąc i nie widziałam pieniędzy. Pani się nie spieszyło. Więc po tygodniu przypomniałam, że pracowałam (bywało, że bez dnia wolnego, w niedziele również) i należy mi się wypłata. Pani oczywiście nie miała gotówki. Na drugi dzień dała mi 50% mojego wynagrodzenia informując mnie, że popytała wkoło i jej powiedziano, że stawka jest taka i ona postanowiła mi zapłacić inaczej niż się umawiałyśmy. Rozpłakać się nie rozpłakałam, ale zła byłam ogromnie... Ona poszła do pracy a ja zostałam z dzieckiem. Na drugi dzień miałam przyjść po południu, wpadłam dwie godziny wcześniej i poinformowałam, że za taką stawkę pracować nie będę. Oburzona, bo co ona teraz ma zrobić z dzieckiem, powiedziała, że więcej nie zapłaci. Więc grzecznie jej powiedziałam, że to już jej sprawa i wyszłam. Zadzwoniła po 5 dniach. Od tego dnia zaczęła mi płacić na koniec tygodnia, a po pewnym czasie (bo ona nigdy nie miała pieniędzy, kiedy wypadał dzień płatności) schodziłam po pieniądze do jej męża.

Dla osób, które mają zamiar pracować we Włoszech jako nianie mam cztery ważne rady:

1. Zaraz na początku ustalcie  wysokość wynagrodzenia  i domagajcie  się zapłaty na koniec dnia, w przypadku, kiedy opieka ma charakter dorywczy lub na koniec tygodnia, jeśli pracujecie  codziennie.

2. Pierwszego dnia ustalcie z pracodawcą zakres obowiązków, tj. czy macie zajmować się tylko dzieckiem czy również domem.

3. Ustalcie również co dziecko może,  a czego nie może robić w waszej obecności.

4. BĄDŹCIE ODPOWIEDZIALNE jako nianie. Nie używajcie telefonu do rozmów prywatnych, nie umawiajcie się ze znajomymi, zwłaszcza jeśli  dziecko w tym czasie nie ma się z kim bawić, nie włączajcie nigdy dziecku telewizora (naogląda się go, kiedy jest z rodzicami), nie wypytujcie dziecka o szczegóły życia rodzinnego, woźcie dziecko w wózku czy foteliku samochodowym ZAWSZE zapięte, nawet jeśli macie przejechać 100 m. Jeśli musicie wozić dziecko waszym autem każcie od razu rodzicom dać sobie fotelik dla dziecka – to dobrze będzie świadczyć o waszej odpowiedzialności. Nie kupujcie dzieciom żadnych zabawek ani słodyczy na spacerach – od tego są rodzice. I, BARDZO PROSZĘ, NIGDY nie palcie papierosów w obecności dzieci, nawet jeśli robią to ich rodzice...

1 komentarz: